To się stało przykrą normą na naszych drogach. Znów w weekend i "trzeźwy" poniedziałek drogówka miała żniwa.
Już w piątkowy wieczór, na ulicy Bankowej w Rudzie, pomykał rowerkiem 39-letni rudzianin. I choć jechał dość prosto - został zatrzymany do kontroli. Wynik - 1,68 promila. Rowerzysta przyjął mandat wysokości 2500 złotych.
Tego samego dnia, ale na Klary - 60-latek jechał... elektryczną hulajnogą. Niby wszystko na oko było OK. Tylko, że miał 0,6 promila. Podróż była nieco ponad taryfę - plus 2500 złotych.
W sobotę z kolei - na Hlonda, niedaleko Straży Pożarnej, 48-letni bytomianin nie wyronił winkla i przydzwonił w słup. Nie przejął się szczególnie, wycofał i ruszył w dalszą drogę. Na szczęście zdarzenie to widział inny kierowca i powiadomił policję. Po zatrzymaniu okazało się, że właściciel forda miał rekordowe w ten weekend - 3,44 promila!
Nieco później, tego samego dnia - na Węglowej, skontrolowany 36-letni rowerzysta wydmuchał 0,31. Dostał 1500 złotych domiaru.
Niedzielne kontrole zaczęły się już w środku nocy. Na Niedurnego, około godziny 1., doszło do kolizji astry z focusem. Sprawca, 19-latek z Rudy Śląskiej, pochwalił się wynikiem 2,16 promila.
Chwilę później, na 11-go Listopada - można powiedzieć, że "prawie" trzeźwy 64-latek w mercedesie - 0,42 promila.
Do "smaczków" należy zaliczyć kierującego w niedzielę rowerem na Ratowników w Nowym Bytomiu, któremu na drodze "nagle" pojawiło się bmw. Po kolizji przyjechała policja i patrol drogówki stwierdził u niego 2,4 promila.
Poniedziałek z kolei zaczął się "trzeźwo" przed godziną 6. Na Sobieskiego, 44-letni kierowca golfa miał 0,96, a niedługo później - na Kokota - 55-latek z Mikołowa jadący volvo - 0,73.
Suma - 9 nietrzeźwych ujawnionych w ciągu czterech dni. Czy w Rudzie Śląskiej było obchodzone jakieś święto, które inni przegapili?